Dzień I

5 listopada 2018
Dzień I

Maksymalny relaks oraz dojazd na miejsce startu były najważniejszymi czynnościami w przeddzień wyzwania. Tak jak w poprzednim roku udałem się czarną strzałą do rodziców mojej Żony. Moja Luba i Jasiek mieli wygód co nie lada na trasie dobrze nam znanej w kierunku Trzcinicy. W tym dniu należycie się wyspałem i poświęciłem go na przygotowanie maszyny oraz pakietowanie wszystkich artefaktów w nim się znajdujących.  Około 14 udałem się dłuuuga podróż ku Szklarskiej Porębie i jeszcze kawałek dalej do miejscowości Jakuszyce, gdzie dalej już tylko Czechy. Mój start zaczynałem od najdalej wysuniętego szczytu na zachód, czyli Wysokiej Kopy w pięknych i tajemniczych Górach Izerskich. Skorzystałem z autostrady i po drodze zatrzymałem się także na solidne jedzenie. W okolicach Opola miałem także spotkanie z Darkiem Sikorskim, który wsparł mnie solidną paczką suplementów i maści marki Forever. To co najbardziej mi się przydało podczas wyzwania to L-arginina oraz zbawienne maści na obolałe mięśnie i poszarpane stawy kolanowe. Podczas realizacji Korony Polskich Gór Wysoką Kopę atakowałem z Rozdroża Izerskiego, gdzie szlak był typowo leśny i w pamięci mojej ostał się mocny sztych do góry. W tym roku postanowiłem wejść z drugiej strony, czyli od południa. Dlatego też moim miejscem docelowym był dojazd do Jakuszyc. Na miejsce dotarłem około 20. Początek września, o tej godzinie zaczynał panować już dosyć konkretny zmrok, dlatego też nie ogarniałem okolicy i spacerować też nie miałem zamiaru ze względu na mocny deszcz dokoła. Dojechałem możliwie najbliżej miejsca wyjściowego na zielony szlak. Okazało się, że jest tutaj ogromny parking. Wyszedłem z samochodu na rozciągnięcie zmiętego od długiej jazdy samochodem ciała i udałem się w kierunku tablicy informacyjnej, gdzie była ujęta turystycznie okolica wraz z moim szczytem na jutro. Przy tablicy było także oznakowanie zielonego szlaku z tabliczką kierunkową. Trafiłem idealnie, mogłem spokojnie udać się na legowisko. To natomiast miałem królewskie. Prześcieradło, pościel, kołdra, poduszka i jasiek! Tak, był on ze mną przez cały wyjazd 😊. Rozłożyłem wszystko na materacu i ułożyłem się po skosie, dzięki czemu mogłem swobodnie wyprostować nogi. Tego mi było trzeba i będzie potrzeba na kolejne dni. Zasnąłem około 21 z budzikami i mocną afirmację, że o 4:30 budzę się wypoczęty i gotowy na wszystko co przyniesie mi dzień. Posiadałem 3 budziki:

  • zegarek
  • telefon
  • moja Mama

Tak, ona codziennie o 4:30 budziła mnie dzielnie i nieustannie przez kolejne 12 dni. Jestem ogromnie wdzięczny za ten z nie pozoru małe, ale jakże wielkie poświęcenie! To bynajmniej nie była jeszcze godzina pobudki dla niej.

 

0 komentarz

Mogą cię także zainteresować

Napisz co myślisz