Pieniny Małe ze Szczawnicy przez Wysoką do Jaworek

18 stycznia 2020
Pieniny Małe ze Szczawnicy przez Wysoką do Jaworek

Pieniny dzielą się na 3 części: Właściwe, Spiskie (inaczej Hombarki) oraz Male. W każdej spotkamy swoistego, odrębnego ducha gór, jednak to w tym trzecim paśmie znajduje się najwyższy szczyt – Wysoka 1050 m.n.p.m. Przejście całej grani Pienin Małych dostarcza niezapomnianych wrażeń ze względu na bezleśne przestrzenie obfitujące w ciągłe widoki na masyw Trzech Koron, Lubań w Gorcach, pasmo Radziejowej w Beskidzie Sądeckim oraz Tatry, które dopełniają całość.

  • Początek trasy: Szczawnica
  • Cel: Palenica, Szafranówka, Durbaszka, WYSOKA 1050 m.n.p.m.
  • Koniec trasy: Jaworki

 

Jak dojechać do Szczawnicy

Aura zimowa, wszak nie wyczuwalna w dużych miastach ze względu na brak śniegu i odpowiedniej temperatury panowała w pewnym stopniu w górach. Postanowiliśmy sprawdzić jak zdjęcia i pogłoski mają się do stanu faktycznego. Ku górom ruszyliśmy z okolic Jasła z początku rana, albo końca nocy. Okolice 3 godziny jednak wypada zapewne zaliczyć pod strefę ciemności. Klasycznie z tych okolic łożyła się przed nami krajowa 28 przez Gorlice, Grybów do Nowego Sącza, by następnie odbić ku Łącku. Wzdłuż Dunajca przejechaliśmy piękny odcinek przez Tylmanową do Krościenka nad Dunajcem. Stąd na rondzie pozostał już tylko jeden właściwy kierunek: 8 km wzdłuż wspomnianej rzeki do szczawnickich zdrojów. Samochód zostawiliśmy na dużym parkingu pod stacją kolejki krzesełkowej na Palenicę. Normlanie godzina postoju kosztuje w tym miejscu 3 zł, my jednak nie zastaliśmy nikogo w pobliżu, kto chciałby przyjąć należność za postojowe.

Most na Grajcarku. Za nim dolna stacja kolejki krzesełkowej na Palenicę. Na horyzoncie odnoga Bryjarki

Jak wyjść na grań Pienin Małych ze Szczawnicy

Zimę zobaczyliśmy. Śnieg był na poboczach i kępkami gdzieś skumulowany nie poddawał się dodatnim temperaturom. Patrząc w górę widzieliśmy jednak przeważającą biel, co było zapowiedzią warunków zimowych. I bardzo dobrze! Wariant wyjściowy w grań był spowodowany logistyką. Możemy bowiem zatrzymać się wcześniej, na początku Szczawnicy, przy witającej nas skale Kotuńce ze zbójem trzymającym ciupagę. Tam 300 m drogą pienińską odbijamy niebieskim szlakiem ku schronisku PTTK Orlica, który następnie prowadzi na Szafranówkę.  Naszym punktem wyjściowym była dolna stacja kolei krzesełkowej na Palenicę. Żółtym szlakiem podążając minęliśmy punkt kasowy i bramki wejściowe na kolej. Przez most na Grajcarku przeprawiliśmy się na drugą stroną. Wybraliśmy kierunek wschodni by po 500 m znaleźć odbicie i strzałkę kierunkową sugerującą, że teraz trzeba mocno do góry i koniec z promenadą wraz z szeroką drogą.

Na początek mocne podejście szeroką drogą stokową na Palenicę

Oznaczenia szlaku turystycznego i przyrodniczego

Same Piękności na szlaku

Palenica i Szafranówka

Biorąc pod uwagę nasz styl zdobywania szczytów nie korzystaliśmy z żadnych pomocy dodatkowych. Wręcz ujmą byłoby skorzystanie z kolejki i wjazd na Palenicę. Po to są góry by po nich chodzić. Wyskrobaliśmy się na szeroką drogę stokową i lasem wzdłuż żółtych oznaczeń zdobywaliśmy kolejne metry nad poziomem morza. Stromo było bardzo, gdyż szlak prowadził równolegle do trasy zjazdowej. Czasem prawie w nią wchodził, by odbić w las. Szlakowy zygzak i trawers pozwalał na lepsze rozłożenie sił mimo wydłużenia  trasy. Na Palenicy wiało i było bardzo biało. Aurę dopełniały pracujące na pełnych obrotach armatki śnieżne, które tworzyły dokoła obraz zamieci. Widoków nie było, ani żywej duszy dokoła. Gwarne to w sezonie miejsce, gdyż mamy karczmę, tor saneczkowy i kilka innych pomniejszych atrakcji, na które chętnie decydują się turyści. Obecnie panująca pogoda skutecznie jednak zniechęciła większość, a zaprosiła koneserów tematu. Tatr i Trzech Koron na tym etapie wycieczki ujrzeć się nie udało. Nie czekając długo przeszliśmy przełęcz Maćkówki na Szafranówkę pokonując po drodze spore zaspy śniegu, których sprawcami były śnieżne potwory wydające przeraźliwy huk i sypiąc lodem dokoła. Pod szczytem obraliśmy kierunek wschodni, podążając początkowo w pełnym śniegu drogą stokową, następnie odbiliśmy ścieżką w kierunku granicy polsko-słowackiej. Ta miała nam towarzyszyć do samej Wysokiej.

Górna stacja kolejki krzesełkowej na Palenicę

Widok na Szczawnicę i Bereśnik w masywie Radziejowej – Beskid Sądecki

 

Pamiątka z Palenicy 🙂

Zamieć śnieżna z armatek pracujących między Palenicą i Szafranówką

Zimowa codzienność

Na chwilę. Holica i Trzy Korony

Piękna z widokiem na Szafranówkę

Pieniny Małe

Widać było, że dnia poprzedniego lub nawet tego samego ktoś pokusił się o przetarcie szlaku. Podjęliśmy ślad za śmiałkiem, który szedł bardzo słusznie, miejscami jedynie obierając drogę trudniejszą i w większym śniegu. Ze względu na wyrobione ślady nam z kolei było lepiej pójść na łatwiznę i skorzystać z tego uprzywilejowania. Zdobywając mniej wybitne szczyty jak Witkulę czy Załazie wyszliśmy z lasu by upajać się widokami na Beskid Sądecki i pasmo Radziejowej (na północ) oraz przykryte chmurami Tatry (na południowy zachód). Minęliśmy Łaźne Skały i pokaźny, skałkowaty, pokryty białym puchem Rabsztyn. Po drodze napotkaliśmy wesołą parę z Krakowa. Zamieniliśmy kilka słów, między innymi o rozmyślaniach kolegi nad przystąpieniem do kursu przewodnickiego. Dodałem kilka zdań  i doświadczeń z mojej strony, za które podziękował. Przejmujący chłód zmobilizował nas do dalszej wędrówki granią. Doszliśmy do skrzyżowania z żółtym szlakiem i odbiciem do Szlachtowej. Dało się zauważyć, że sporo ludzi podejmowało tę trasę i ścieżka była lepiej ubita. Skorzystaliśmy z kolejnego podarku. Wysokiego Wierchu tym razem nie zdobyliśmy ze względu na sytuacyjny całkowity brak widoczności. Za szczytem jechał ku nam ratrak, który stworzył piękną i szeroką białą drogę. Trzeba było jednak mocno pracować butami, gdyż nogi wpadały na około 15 cm w lekko ubitą strukturę.

Rzeźby lodowe

Szlakiem w kierunku Durbaszki

Bardzo Pięknie 😀

Gdzieś między Szafranówką i Wysokim Wierchem

Odbicie szlaku żółtego do Szlachtowej

Choć na chwilę… Pieniny Właściwe i Spiskie (Hombarki)

Schronisko PTTK pod Durbaszką

Ochoczym krokiem nawet się nie zastanawialiśmy nad opcją ominięcia uroczego schroniska. Na skróty i częściowo po śladach zeszliśmy do obiektu. Z myślą o szarlotce lub jakimkolwiek wypieku niestety mogliśmy zapomnieć, gdyż kuchnia cierpiała na chwilowy niedobór, który skomponował się z naszym przybyciem. Naszym kubkom smakowym została zaserwowana herbata z termosu zagryzana orzeszkami oraz czekoladą. Na stołówce panował gwar, jedyne wolne miejsce znaleźliśmy obok starszego Państwa, którzy przyjechali z okolic Warszawy. Bardzo przyjemni i pogadani weszli z nami na mocne tematy górskie. Okazało się, że dopiero zaczynali przygodę i dużo chodzili, zwiedzali Gorce i Pieniny, które uznali za najbardziej urocze w ich mniemaniu. Poruszaliśmy tematy szlaków, miejscówek, odzieży. W pewnym momencie przyszło do mnie dziwne uczucie, które potwierdziłem wzrokiem. Słuchali nas dokoła inni turyści, którzy zapewne z rozmowy czerpali wartość dla siebie. Zapewne żywiołowość naszej konwersacji obudziła spokojne i ciche otoczenie. Tak zleciało dobre 30 minut, czas nastał by atakować dalej ku zamierzonemu celowi.

W oddali bacówka

Szeroka droga po świeżym przejeździe ratraka

Czas na przerwę

Schronisko PTTK pod Durbaszką

Wysoka 1050 m.n.p.m. – najwyższy szczyt Pienin

Wyszliśmy z obiektu, chłód od razu wbił się w ciało przez wszystkie nieokryte odzieżą zakamarki. Mocnym krokiem rozpoczęliśmy podejście na Durbaszkę. By złapać ciepło i poczuć komfort termiczny. Ten spotkał nas dopiero na górze. Lasem przez Borsuczyny z dwoma mocnymi i śliskimi podejściami wraz z zejściami dotarliśmy do rozwidlenia szlaku ku Wąwozowi Homole i Bukowinkom. Udaliśmy się dalej ku kopule szczytowej spotykając na tym odcinku już sporo ludzi. Ostrożnie stawiając kroki, nie przeciążając nóg dzielnie wspinaliśmy się na szczyt. Schody, skałki, strome zbocza i finalnie ostatni pion w postaci metalowych schodów. Dotarliśmy. Zazwyczaj kilka momentów na tym odcinku wymaga użycia raczków lub w ostateczności raków. Teren bowiem często tutaj jest oblodzony, a niepewny krok grozi niebezpiecznym upadkiem. W połączeniu ze śnieżną kaszą nam jednak udało się pokonać trakt bez dodatkowej asekuracji. Na szczycie zastaliśmy jedną parę rozkoszującą się ciepłą herbatą, niestety widoków nie było w żadnym kierunku. Nie przeszkadzało to nam, gdyż to cała droga jest dla nas przyjemnością. Obcowanie, przybywanie, chłonienie. Po panoramy jeszcze wrócimy, a każda pora ma swój klimat i urok. Kilka zdjęć i bardzo szybko podjęliśmy decyzję o opuszczeniu miejsca.

Durbaszka

W drodze na Wysoką

Wysoka 1050 m.n.p.m.

Tak zimą wyglądają schody na grani

Zdobyliśmy!

Piękna i Góra

Zejście z Wysokiej do Jaworek

Lekkim i pewnym krokiem powróciliśmy do odbicia szlaku niebieskiego, który poniżej krzyżował się z zielonym do Jaworek. Tracąc wysokość minęliśmy studencką bazę namiotą SKPB Łódź. Podjęliśmy częściowe próby zbiegania, co już zapewne stanie się klasyką gatunku. Powrót nastąpił przez widokowe Bukowinki, a nie standardowo Wąwozem Homole. Ten odwiedzaliśmy w swoim czasie już wiele razy i to nie tylko z wycieczkami szkolnymi. Chcieliśmy jeszcze więcej widoków i przestrzeni, a w te niewątpliwie obfituje wschodnie pasemko. Z punktu widokowego pochłonęliśmy oczami i duszą wszystko co można było, a następnie drogą stokową obok wyciągu zeszliśmy do Jaworek.

Jak dojechać z Jaworek do Szczawnicy

Temat jest prosty i trudny. W sezonie – łatwizna dzięki kursującym regularnie busom. Zimą – teoretycznie też, jednak w praktyce różnie. W centrum miejscowości znajduje się dosyć ciekawy ryneczek i znana karczma. Na tablicach jednak nie znaleźliśmy żadnego rozkładu jazdy. Poszedłem więc do restauracji i zapytałem starszą panią o kursujące linie. Okazało się, że mamy 10 minut do busa. Tak więc pełni radości poczekaliśmy na przystanku. Rzeczywiście bus z napisem „Taxi” był punktualnie, ale tylko przejechał. Skonsternowani nie wiedzieliśmy, czy to bus, czy jednak taxi. Nic więcej nie pojechało. Decyzja była błyskawiczna. Pieszo udaliśmy się w kierunku Szczawnicy z prostym planem – łapiemy stopa. Jeżeli się nie uda, do miejscowości mamy 8 km i w najgorszym razie za około 2 godziny będziemy pod samochodem. Uszliśmy kilometr, kawałek za parking pod Wąwozem Homole. Zatrzymał się czarny samochód z miejscowym turystą. Było to ultra przyjemne 8 km jazdy. W rozmowach o górach i górskim życiu miejscowych ludzi. Pełni radości dotarliśmy do naszego wehikuły i pożegnaliśmy się ze szczawnickim zdrojem.

Data wyjazdu: 29.12.2019

 

0 komentarz

Mogą cię także zainteresować

Napisz co myślisz